Kolejny tydzien minal jak zwykle bardzo szybko.
W tym tygodniu duzo spacerowalam wieczorami sama, poznalam bardzo duzo osob.
Jedni sympatyczni, drudzy mniej. Najwiecej murzynow, ktorzy zawsze znajduja sie w tym samym miejscu.
Pozytywne strony tych znajomosci to to, ze moge rozmawiac z Nimi po hiszpansku, co sprawia mi niesamowita radosc, wiec z checia zatrzymuje sie zeby zamienic z Nimi pare zdan.
Weekend obficie, bowiem w sobote caly dzien spedzilysmy z Karina na plazy Cala Tarida, gdzie woda nie jest az tak przejrzysta jak na Cala Bassie, ale ciekawe miejsce. Inne, warte zobaczenia ;)
Wieczorem pieszo wybralysmy sie na zachod slonca. Po drodze oczywiscie zatrzymylalysmy sie zeby zjesc nasze ukochane churros!!! <3 a pozniej doszlysmy do Cafe Mambo, gdzie potanczylysmy do swietnej housowej muzyki.
Wracajac zobaczylam faceta z mikrofonem naszego radia rmf maxxx, wiec sie zapytalam cos po polsku. Nie jestem pewna czy to nie byl Grabowski... Udzielilysmy krotkiego wywiadu, ktory ma byc wyemitowany w nastepna sobote po 21!!! takze sluchac!!!
Wracajac poznalysmy kolejnych chlopakow z Gran Canarii oraz dwoch z Dubaju. Tu naprawde mozna spotkac kazdego...
A dzisiaj kolejna plaza, Cala Conta ;) Takze urodziwa!!!!
Buziaki! ;**
Vacaciones como un au pair en España :)
niedziela, 18 sierpnia 2013
niedziela, 11 sierpnia 2013
Cala Bassa
Tydzien minal jak zwykle bardzo szybko ;) I pozytywnie,bez wiekszych problemow.
Rodzina jest wspaniala, codziennie nowe zaskakujace przygody, sympatyczni ludzie dookola ;)
Ostatnio poznalam z Karina 4 Polakow, z ktorymi spedzilam troche czasu na plazy, a w piatek wieczorem bylysmy nawet u chlopakow w pokoju w hotelu.
Jednakze wczorajszy dzien byl jeden z lepszych. Caly dzien na plazy Cala Bassa! Piekna niebieska laguna, ktora powodowala u Nas niesamowita radosc ;)
Poprostu nie wierzylysmy, ze Nasze zycie jest tak wspaniale! ;))))
Kocham Ibize!!!
Rodzina jest wspaniala, codziennie nowe zaskakujace przygody, sympatyczni ludzie dookola ;)
Ostatnio poznalam z Karina 4 Polakow, z ktorymi spedzilam troche czasu na plazy, a w piatek wieczorem bylysmy nawet u chlopakow w pokoju w hotelu.
Jednakze wczorajszy dzien byl jeden z lepszych. Caly dzien na plazy Cala Bassa! Piekna niebieska laguna, ktora powodowala u Nas niesamowita radosc ;)
Poprostu nie wierzylysmy, ze Nasze zycie jest tak wspaniale! ;))))
Kocham Ibize!!!
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Los Narejos
Dni bardzo szybko mijają i nie mam nawet czasami czasu i siły żeby coś napisać.
Chłopcy są kochani, czasami sprawiają problemy, ale ogólnie to lubię z Nimi spędzać czas, więc to jest najważniejsze.
Tak samo z Isabel jak i z Archim mam dobry kontakt, są jak drudzy rodzice, z którymi można porozmawiać na każdy temat.
Karina też jest kochana!! :)
Ten weekend, a nawet dłużej, bo już od piątku spędziłam w Los Narejos, u rodziny z zeszłego roku.
W piątek Archi z samego rana podwiózł mnie na lotnisko. Lot jak to loty podczas lata był opóźniony. Jednakże w Alicante czekali na mnie Paqui, Juan i Marta. Pojechaliśmy do centrum handlowego coś zjeść, a później do domu. Paqui była zdziwiona, że tak dobrze mówie po hiszpańsku. Wieczór spędziłam z Kamilą (au pair z zeszłego roku, która także była w Los Narejos w tym samym czasie). Troche na plaży, spacer do chińskich marketów, nic szczególnego. W sobote przyjechał mój ulubiony kuzyn Paqui, Alfredo. W tym roku mogłam z Nim już pogadać, więc było o wiele lepiej :) Dzieciaki Go uwielbiają.
Co ważne, oprócz mnie rodzina gościła także rodzinę z Valencji, którą poznałam rok temu. Małzeństwo z dwoma chłopcami, Adrianem i Carlosem. Adrian (młodszy) przekochany! Co jakiś czas podchodził do mnie, witał się, przytulał, dawał buziaki :) W tym roku był szczęśliwy, że Go rozumiałam i mogliśmy porozmawiać. Wieczorem oczywiście plaże z rodziną no i jeszcze najlepsza przyjaciółka Paqui z mężem i córkami. Także małe mnie pamiętały i były urocze :)
Wieczorem w sobote wybrałyśmy się z Kamilą do klubu potańczyć, jednakże nic szczególnego. Ja trochę się poruszałam, ale większość piosenek była taka sama, hiszpańskie rytmy... Nie znałyśmy ich więc nie było tak fajnie, plus średnia wieku powyżej 40 :) Chciałyśmy zmienić klub, ale do innego żeby wejść trzeba zapłacić, więc zrezygnowałyśmy, bo byłyśmy zmęczone. Później jeszcze chwile posiedziałyśmy na plaży i wróciłyśmy po 3 do domu.
W niedziele wszystkie rodziny spotkały się w restauracji, w której spędziliśmy 2h.... Później powrót do domu, wszystkie dzieci do basenu no i po 18 musieliśmy udać się już niestety na lotnisko. Jechałam z rodziną z Valencji, bowiem Oni wracali do domu, a lotnisko było po drodze :)
Wypad uważam za udany, ale ciesze się, że wróciłam już na Ibizę. Tęskniłam za moimi chłopcami, a Oni za mną :) Dwie rodziny są bardzo fajne, ale zupełnie odmienne.
Dostałam oczywiście kolejne zaproszenie do rodziny z Los Narejos :)
Co jeszcze, to to ,że w tym roku Marta była przesympatyczna wobec mnie, Juan wydoroślał (nawet głos mu się zmienił) i miał wielu przyjaciół dookoła, więc spędzanie czasu ze mną nie było dla Niego tak atrakcyjne... Jednak na pożegnanie mocno mnie przytulił i czułam, że jestem stale dla Niego ważna :)
Zaczął się nowy tydzień.... W tym tygodniu pracuje z rana, a wolne mam popołudnia :) Więc mam nadzieje na wieczorne spacery z Kariną żeby poznać kogoś nowego, bo znajomość z pewnymi osobami została zakończona. Jednak nie ma co rozpaczać i trzeba rozglądać się za nowymi towarzyszami :) a za tydzień nieszczęsne urodziny....
wtorek, 23 lipca 2013
Elvissa
Szkoda, że weekendy mijają tak szybko :) W sobotę byłyśmy z Kariną w Ibiza Town przejść się po starym mieście. Jest zdecydowanie póki co najładniejszym miejscem na całej wyspie. Zrobiłyśmy ok 300 zdjęć, jak nie więcej. Bardzo dobrze, że zdecydowałyśmy się na podróż z samego rana, bo nie doskwierał Nam jeszcze taki upał. Wróciłyśmy jednak mimo wszystko szybciej niż się spodziewałyśmy i popołudnie spędziłyśmy na plaży. Wieczorem jednak udało Nam się wyjść i na plaży poleżeć na leżaczkach, wypić hiszpańską sangrię i poobserwować dziwnych ludzi...
W niedziele chciałyśmy jechać na inną plaże (nie tą, która jest najbliżej Nas), jednak wolałyśmy zaoszczędzić pieniądze, bowiem bilety autobusowe są bardzo drogie, jak przeliczyć na polską walutę.
Tak więc niedziele spędziłyśmy także na naszej plaży Port des Torrent :) Jak zwykle zaczepki Julia (murzyna, który sprzedaje okulary), trochę śmiechu z ludzi no i duża dawka słońca i słonej wody :) Spotkałyśmy też Hiszpanów, z którymi udaje mi się pogadać po hiszpańsku i muszę tłumaczyć Karinie...ale nie jest tak źle :)
Wczoraj spotkałam ich jak już wracali z plaży niestety, ale jeden z nich, Jonathan wrócił ze mną jeszcze na plaże. Dzięki temu mój hiszpański jest coraz lepszy :) I sprawia mi to wielką satysfakcję.
Jeżeli chodzi o moich chłopców, to są lepsze i gorsze dni...Ale nie mogę na nich narzekać, bowiem są chętni do nauki, do zabawy i już wiedzą, że nie dam sobie wejść na głowę.
A Gabi potrafi być przesłodki. Wczoraj wieczorem jak już kładł się spać, przyszedł jeszcze do mnie żeby dać mi buziaka :) Dziś podobnie jak razem myliśmy naczynia.
Chłopcy chcieli by spędzać ze mną najlepiej każdą chwilę, jednak pół dnia to dla mnie wystarczająco :)
I chyba preferuje tygodnie, w których to z rana mam czas wolny dla siebie, bo wydaje mi się, że wtedy dzień szybciej mija...
Teraz w pokoju w skrzyni mam 2 ptaszki, które mają problem ze skrzydełkami i chłopcy je przygarnęli.... :)
A zdjęcia wszystkie z Ibiza Town (Elvissy) :)
piątek, 19 lipca 2013
cala bossa
Nie wiem kiedy te dni mijają. Bardzo szybko :) Już dzisiaj jest piątek.... Jestem pewna, że minie podobnie szybko jak pozostałe dni tygodnia.
Wczoraj podarowałam chłopcom bierki, karty do gry w piotrusia pana i krede do pisania. Ucieszyli się bardzo i tylko czekają dziś na nasz czas po lekcjach angielskiego żeby wspólnie pograć.
Dwa dni temu byliśmy na innej plaży. Póki co ta podobała mi się najbardziej.
Dodaje więc zdjęcia tylko i wyłącznie z tej plaży. Nazywa się Cala Bassa (o ile się nie pomyliłam...).
W tym tygodniu udało mi się spotkać z Kariną tylko raz, bo wieczorami o 21 dopiero jemy kolacje, po niej trzeba jeszcze posprzątać no i w sumie to jesteśmy oby dwie już zmęczone.
Ciesze się, że mam też kontakt z Archim. Codziennie jemy razem lunch (w tym tygodniu tak było, bo Isabel rano pracuje). Zawsze po zjedzeniu jeszcze jest chwila żeby porozmawiać. Czasami On specjalnie mówi do mnie po hiszpańsku, bo wie że rozumiem. Jednak jak widzi po mojej minie, że nie wszystko jest dla mnie jasne wtedy rozmawiamy po angielsku.
Udało mi się znaleźć fajną stronę z angielskiego, gdzie są wszystkie poziomy znajomości języka, do tego są różne zagadnienia, odpowiednie czasy do poznania i do wszystkiego są różne ćwiczenia.
Lepiej pracuje mi się z Gabim, bowiem On ma niższy poziom, ale większą radość sprawia Mu nauka, chce pracować dłużej jak jest coś ciekawego. Jimmi ma bardzo duży problem z pisaniem. Wie jak wymawiać słowa, ale nie ma zielonego pojęcia jak je zapisywać. Rozumie też konstrukcje czasów, ale później jak rozmawiamy już w trakcie gry itd., to nie bardzo używa nowo poznanych konstukcji czasowych.
No nic... zobaczymy :) ciesze się, że znalazłam tą stronę, bo mogę spokojnie z niej korzystać, nie myśląc o tym, co zrobić kolejnego dnia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)