poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Los Narejos
Dni bardzo szybko mijają i nie mam nawet czasami czasu i siły żeby coś napisać.
Chłopcy są kochani, czasami sprawiają problemy, ale ogólnie to lubię z Nimi spędzać czas, więc to jest najważniejsze.
Tak samo z Isabel jak i z Archim mam dobry kontakt, są jak drudzy rodzice, z którymi można porozmawiać na każdy temat.
Karina też jest kochana!! :)
Ten weekend, a nawet dłużej, bo już od piątku spędziłam w Los Narejos, u rodziny z zeszłego roku.
W piątek Archi z samego rana podwiózł mnie na lotnisko. Lot jak to loty podczas lata był opóźniony. Jednakże w Alicante czekali na mnie Paqui, Juan i Marta. Pojechaliśmy do centrum handlowego coś zjeść, a później do domu. Paqui była zdziwiona, że tak dobrze mówie po hiszpańsku. Wieczór spędziłam z Kamilą (au pair z zeszłego roku, która także była w Los Narejos w tym samym czasie). Troche na plaży, spacer do chińskich marketów, nic szczególnego. W sobote przyjechał mój ulubiony kuzyn Paqui, Alfredo. W tym roku mogłam z Nim już pogadać, więc było o wiele lepiej :) Dzieciaki Go uwielbiają.
Co ważne, oprócz mnie rodzina gościła także rodzinę z Valencji, którą poznałam rok temu. Małzeństwo z dwoma chłopcami, Adrianem i Carlosem. Adrian (młodszy) przekochany! Co jakiś czas podchodził do mnie, witał się, przytulał, dawał buziaki :) W tym roku był szczęśliwy, że Go rozumiałam i mogliśmy porozmawiać. Wieczorem oczywiście plaże z rodziną no i jeszcze najlepsza przyjaciółka Paqui z mężem i córkami. Także małe mnie pamiętały i były urocze :)
Wieczorem w sobote wybrałyśmy się z Kamilą do klubu potańczyć, jednakże nic szczególnego. Ja trochę się poruszałam, ale większość piosenek była taka sama, hiszpańskie rytmy... Nie znałyśmy ich więc nie było tak fajnie, plus średnia wieku powyżej 40 :) Chciałyśmy zmienić klub, ale do innego żeby wejść trzeba zapłacić, więc zrezygnowałyśmy, bo byłyśmy zmęczone. Później jeszcze chwile posiedziałyśmy na plaży i wróciłyśmy po 3 do domu.
W niedziele wszystkie rodziny spotkały się w restauracji, w której spędziliśmy 2h.... Później powrót do domu, wszystkie dzieci do basenu no i po 18 musieliśmy udać się już niestety na lotnisko. Jechałam z rodziną z Valencji, bowiem Oni wracali do domu, a lotnisko było po drodze :)
Wypad uważam za udany, ale ciesze się, że wróciłam już na Ibizę. Tęskniłam za moimi chłopcami, a Oni za mną :) Dwie rodziny są bardzo fajne, ale zupełnie odmienne.
Dostałam oczywiście kolejne zaproszenie do rodziny z Los Narejos :)
Co jeszcze, to to ,że w tym roku Marta była przesympatyczna wobec mnie, Juan wydoroślał (nawet głos mu się zmienił) i miał wielu przyjaciół dookoła, więc spędzanie czasu ze mną nie było dla Niego tak atrakcyjne... Jednak na pożegnanie mocno mnie przytulił i czułam, że jestem stale dla Niego ważna :)
Zaczął się nowy tydzień.... W tym tygodniu pracuje z rana, a wolne mam popołudnia :) Więc mam nadzieje na wieczorne spacery z Kariną żeby poznać kogoś nowego, bo znajomość z pewnymi osobami została zakończona. Jednak nie ma co rozpaczać i trzeba rozglądać się za nowymi towarzyszami :) a za tydzień nieszczęsne urodziny....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz