wtorek, 23 lipca 2013
Elvissa
Szkoda, że weekendy mijają tak szybko :) W sobotę byłyśmy z Kariną w Ibiza Town przejść się po starym mieście. Jest zdecydowanie póki co najładniejszym miejscem na całej wyspie. Zrobiłyśmy ok 300 zdjęć, jak nie więcej. Bardzo dobrze, że zdecydowałyśmy się na podróż z samego rana, bo nie doskwierał Nam jeszcze taki upał. Wróciłyśmy jednak mimo wszystko szybciej niż się spodziewałyśmy i popołudnie spędziłyśmy na plaży. Wieczorem jednak udało Nam się wyjść i na plaży poleżeć na leżaczkach, wypić hiszpańską sangrię i poobserwować dziwnych ludzi...
W niedziele chciałyśmy jechać na inną plaże (nie tą, która jest najbliżej Nas), jednak wolałyśmy zaoszczędzić pieniądze, bowiem bilety autobusowe są bardzo drogie, jak przeliczyć na polską walutę.
Tak więc niedziele spędziłyśmy także na naszej plaży Port des Torrent :) Jak zwykle zaczepki Julia (murzyna, który sprzedaje okulary), trochę śmiechu z ludzi no i duża dawka słońca i słonej wody :) Spotkałyśmy też Hiszpanów, z którymi udaje mi się pogadać po hiszpańsku i muszę tłumaczyć Karinie...ale nie jest tak źle :)
Wczoraj spotkałam ich jak już wracali z plaży niestety, ale jeden z nich, Jonathan wrócił ze mną jeszcze na plaże. Dzięki temu mój hiszpański jest coraz lepszy :) I sprawia mi to wielką satysfakcję.
Jeżeli chodzi o moich chłopców, to są lepsze i gorsze dni...Ale nie mogę na nich narzekać, bowiem są chętni do nauki, do zabawy i już wiedzą, że nie dam sobie wejść na głowę.
A Gabi potrafi być przesłodki. Wczoraj wieczorem jak już kładł się spać, przyszedł jeszcze do mnie żeby dać mi buziaka :) Dziś podobnie jak razem myliśmy naczynia.
Chłopcy chcieli by spędzać ze mną najlepiej każdą chwilę, jednak pół dnia to dla mnie wystarczająco :)
I chyba preferuje tygodnie, w których to z rana mam czas wolny dla siebie, bo wydaje mi się, że wtedy dzień szybciej mija...
Teraz w pokoju w skrzyni mam 2 ptaszki, które mają problem ze skrzydełkami i chłopcy je przygarnęli.... :)
A zdjęcia wszystkie z Ibiza Town (Elvissy) :)
piątek, 19 lipca 2013
cala bossa
Nie wiem kiedy te dni mijają. Bardzo szybko :) Już dzisiaj jest piątek.... Jestem pewna, że minie podobnie szybko jak pozostałe dni tygodnia.
Wczoraj podarowałam chłopcom bierki, karty do gry w piotrusia pana i krede do pisania. Ucieszyli się bardzo i tylko czekają dziś na nasz czas po lekcjach angielskiego żeby wspólnie pograć.
Dwa dni temu byliśmy na innej plaży. Póki co ta podobała mi się najbardziej.
Dodaje więc zdjęcia tylko i wyłącznie z tej plaży. Nazywa się Cala Bassa (o ile się nie pomyliłam...).
W tym tygodniu udało mi się spotkać z Kariną tylko raz, bo wieczorami o 21 dopiero jemy kolacje, po niej trzeba jeszcze posprzątać no i w sumie to jesteśmy oby dwie już zmęczone.
Ciesze się, że mam też kontakt z Archim. Codziennie jemy razem lunch (w tym tygodniu tak było, bo Isabel rano pracuje). Zawsze po zjedzeniu jeszcze jest chwila żeby porozmawiać. Czasami On specjalnie mówi do mnie po hiszpańsku, bo wie że rozumiem. Jednak jak widzi po mojej minie, że nie wszystko jest dla mnie jasne wtedy rozmawiamy po angielsku.
Udało mi się znaleźć fajną stronę z angielskiego, gdzie są wszystkie poziomy znajomości języka, do tego są różne zagadnienia, odpowiednie czasy do poznania i do wszystkiego są różne ćwiczenia.
Lepiej pracuje mi się z Gabim, bowiem On ma niższy poziom, ale większą radość sprawia Mu nauka, chce pracować dłużej jak jest coś ciekawego. Jimmi ma bardzo duży problem z pisaniem. Wie jak wymawiać słowa, ale nie ma zielonego pojęcia jak je zapisywać. Rozumie też konstrukcje czasów, ale później jak rozmawiamy już w trakcie gry itd., to nie bardzo używa nowo poznanych konstukcji czasowych.
No nic... zobaczymy :) ciesze się, że znalazłam tą stronę, bo mogę spokojnie z niej korzystać, nie myśląc o tym, co zrobić kolejnego dnia.
środa, 17 lipca 2013
la semana...
W tym tygodniu Isabel pracuje rano, a popołudniami, tzn po 16 jest w domu i wtedy dopiero mam zajmować się chłopcami :)
Jednak i tak wstaje razem z Nimi tak około 8.30, jemy razem śniadanie, chłopcy idą do domu Archiego, ja szykuje się żeby iść na plaże.
Wczoraj udało mi się być na plaży od 10 do 13. Było bardzo przyjemnie, bo wiało na tyle, że nie musiałam wchodzić do wody żeby się ochłodzić. Po powrocie z plaży zamiotłam a następnie umyłam podłogi w całym domu.
Po 14 Archi zaprosił mnie na lunch (dzięki Bogu, że nie musiałam gotować sobie sama:D)
A po krótkiej sieście zaczełam uczyć chłopców angielskiego. Potem byliśmy na basenie, bo siostra Isabel prowadzi restauracje, która jest obok hotelu, przy którym jest właśnie ten basen, z którego możemy za darmo korzystać. Chłopcy bawili się tak naprawdę sami ze sobą, jednak co chwile chcieli bym na Nich patrzyła :)
Po basenie pograliśmy troche jeszcze w chińczyka i w uno, a następnie była kolacja po której chłopcy udali się do swoich łóżek.
Dziś podobnie, tylko że na plaży byłam krócej.
Ah, z rozmowy z Isabel dowiedziałam się, że to nie tak, że Ona żadnej z poprzednich dziewczyn nie chciała zapraszać kolejny raz (bowiem ja jestem Jej 4 au pair), ale że po prostu ponoć żadna z dziewczyn nigdy nie chce wracać i Isabel nigdy nie pytała o to.
Mam troche problem z nauką chłopców angielskiego, a mianowicie nie z tym, że nie chcą się uczyć, ale z tym, że nie mam żadnego podręcznika, ćwiczeń, które mogłyby mi pomóc jakoś te zajęcia przeprowadzić. Isabel powiedziała, że jej poprzednia au pair korzystała tylko i wyłącznie z internetu.
Ja też korzystam, ale mimo wszystko lepiej byłoby iść jakimś podręcznikiem, a nie szukać codziennie jakiś informacji z internetu, bo to troche uciążliwe.. tym bardziej, że coś internet zaczął wolno chodzić... nie mam pojęcia dlaczego.
sobota, 13 lipca 2013
:)
Moje dni będą wyglądały tak, że w tygodniu wtedy kiedy mama (Isabel) nie pracuje ja będę z chłopcami, a kiedy Ona będzie jechała do pracy, wtedy opiekować się Nimi będzie tylko Archi (tata).
Isabel i Archi są rozwiedzeni, ale mieszkają obok siebie oraz pracują w tym samym sklepie. Podział tygodniowy... Raz jedno pracuje od rana do popołudnia, a raz od popołudnia do wieczora i na odwrót.
Gabi i Jimmi są bardzo chętni do zabawy, do nauki angielskiego. Jestem pozytywnie zaskoczona, bo nie muszę wychodzić z inicjatywą, tylko cały czas Oni mają jakiś pomysł na nową grę.
Z Kariną wychodze wieczorem, a dziś podczas naszego wolnego dnia byłyśmy na plaży, a później spacerowałyśmy po całym Sant Antonio.
Tak naprawdę nic niezwykłego nie ma na tej Ibizie... może w samym centrum Ibizy.
To jest jedna wielka imprezownia, bardzo dużo brytyjczyków... praktycznie większość.
Co chwile ktoś zaprasza na drinki, zaczepia... miasto nastawione na tylko takie atrakcje jak picie i ćpanie... na każdym roku murzyni sprzedają niby okulary, a tak naprawdę są to narkotyki...
Zmęczyłyśmy się dziś tym dniem... za dużo słońca rano, a później prawie 5h spacerowałyśmy po Sant Antonio. Podróż autobusem też była ciekawa :)
Jutro kolejny wolny dzień :)
A teraz troche zdjęć z dzisiaj :)
zachod slonca
wejscie do mojego domu :)
Sant Antonio
okropne brytyjki....(choc te i tak calkiem, calkiem)
czwartek, 11 lipca 2013
viajar viajar.....
Na poczatku przepraszam za brak polskich znakow, ale pisze z komputera Jimmiego, bo na swoim wlasnym mam problem z internetem, nie wiem dlaczego.
Podroz byla bardzo dluga, pelna przygod... Juz po wyjsciu z busa w Berlinie rozpoczyla sie ciekawa przygoda....
Zaczepil mnie czarnoskory mezczyzna, ktory byl ze swoja mama. Kobieta nie potrafila porozumiewac sie za pomoca jezyka angielskiego, wiec Muhhamed (jej syn) poprosil mnie o pomoc jego mamie podczas podrozy z Berlina do Barcelony,a pozniej pokierowanie jej z Barcelony do Sevilli. Na migi, ale sie udalo. W Barcelonie czekalam bardzo dlugo na samolot, wiekszosc czasu z kobieta. Udalo sie jednakze spotkac innego czarnoskorego,ktory potrafil komunikowac sie w jezyku kobiety i ktory takze lecial do Sevilli.. Kobieta podziekowala mi za pomoc, ja zadzwonilam do Muhhameda z ta pozytywna informacja i udalam sie w inna strefe lotniska, by oczekiwac na informacje o numerze bramki... tam poznalam ludzi, ktorzy czekali na ta sama informacje...japonka,chlopak z USA, z Rosji, czarnoskory z Gambii i wiele innych ciekawych osob.
Lot podobnie jak z Berlina byl opozniony.... w domu bylam dopiero o 1....
Isabel jest bardzo sympatyczna osoba. Jej maz, z ktorym jest rozwiedziony mieszka obok niej. Dokladnie obok... Jest takze sympatyczny. Jestem jednakze zaskoczona chlopcami, ktorzy sa chetni do zabawy,do nauki...do wszystkiego. To jest bardzo wazne.
Dzis od rana gralismy w pilke,pozniej chlapalismy sie woda z szlaufa i upal Nas tak zmeczyl,ze reszte czasu przed obiadem spedzilismy w domu grajac w memory i inne gry....
Teraz jest siesta... Po niej Isabel jedzie do pracy,a jej byly maz wraca i chlopcy beda z Nim, a ja bede miala do konca dnia czas wolny. Jeszcze nie wiem co zrobie.....
Poki co tylko 2 zdjecia, chlopcow odpoczywajacych na kanapach i ich rysunkow, ktore przygotowali dla mnie i przyczepili mi nad lozkiem
Podroz byla bardzo dluga, pelna przygod... Juz po wyjsciu z busa w Berlinie rozpoczyla sie ciekawa przygoda....
Zaczepil mnie czarnoskory mezczyzna, ktory byl ze swoja mama. Kobieta nie potrafila porozumiewac sie za pomoca jezyka angielskiego, wiec Muhhamed (jej syn) poprosil mnie o pomoc jego mamie podczas podrozy z Berlina do Barcelony,a pozniej pokierowanie jej z Barcelony do Sevilli. Na migi, ale sie udalo. W Barcelonie czekalam bardzo dlugo na samolot, wiekszosc czasu z kobieta. Udalo sie jednakze spotkac innego czarnoskorego,ktory potrafil komunikowac sie w jezyku kobiety i ktory takze lecial do Sevilli.. Kobieta podziekowala mi za pomoc, ja zadzwonilam do Muhhameda z ta pozytywna informacja i udalam sie w inna strefe lotniska, by oczekiwac na informacje o numerze bramki... tam poznalam ludzi, ktorzy czekali na ta sama informacje...japonka,chlopak z USA, z Rosji, czarnoskory z Gambii i wiele innych ciekawych osob.
Lot podobnie jak z Berlina byl opozniony.... w domu bylam dopiero o 1....
Isabel jest bardzo sympatyczna osoba. Jej maz, z ktorym jest rozwiedziony mieszka obok niej. Dokladnie obok... Jest takze sympatyczny. Jestem jednakze zaskoczona chlopcami, ktorzy sa chetni do zabawy,do nauki...do wszystkiego. To jest bardzo wazne.
Dzis od rana gralismy w pilke,pozniej chlapalismy sie woda z szlaufa i upal Nas tak zmeczyl,ze reszte czasu przed obiadem spedzilismy w domu grajac w memory i inne gry....
Teraz jest siesta... Po niej Isabel jedzie do pracy,a jej byly maz wraca i chlopcy beda z Nim, a ja bede miala do konca dnia czas wolny. Jeszcze nie wiem co zrobie.....
Poki co tylko 2 zdjecia, chlopcow odpoczywajacych na kanapach i ich rysunkow, ktore przygotowali dla mnie i przyczepili mi nad lozkiem
sobota, 6 lipca 2013
voy a Ibiza!!!
W tym roku znalezienie rodziny nie było tak łatwym zadaniem...
Zdecydowałam się szukać rodziny znowu za pośrednictwem tego samego biura co rok temu i się nie zawiodłam :) Tym razem byłam jednakże zainteresowana tylko i wyłącznie rodzinami z Hiszpanii.
E-maili z różnymi propozocjami rodzin dostałam naprawde dużo, chyba z 2 razy myślałam, że to już będzie to... Nie było. Wszystko za sprawą obrony pracy licencjackiej, która blokowała mnie przez długi okres i swój wyjazd mogłam planować dopiero od około połowy lipca, gdzie większość rodzin oczekiwała mnie od samego początku lipca.
Jednak, po wielu rozmowach... próbach... UDAŁO SIĘ! :)
Lecę w tym roku na Ibizę :) Będę mieszkać u Isabel, która ma dwójke synów- Gabriel, 9 lat i Jimmy, lat 11.
Kontakt z mamą utrzymuje cały czas i wydaję się być bardzo sympatyczną kobietą.
Będzie miała au pair już po raz czwarty i zawsze gościła Polki (za każdym razem inną).
Żałuje z całego serca, że nie mogę polecieć jeszcze raz do rodziny z zeszłego roku jako au pair, bowiem zżyłam się z Nimi i chętnie jeszcze raz przeżyłabym podobną przygodę. Zresztą Kamila (Czeszka) będzie tam leciała, więc miałabym też z Nią możliwość spędzenia czasu...
Jednakże udało mi się uzgodnić z nową host mamą i z tą rodziną z zeszłego roku, że polecę do Nich na początku sierpnia na 3 dniowy weekend :) Też Kamila powinna być w tym terminie więc pewnie uda się Nam spotkać :) Tych 3 dni już nie mogę się doczekać! Bo tam będę miała możliwość porozmawiania z wieloma osobami po hiszpańsku... gdyż u mojej nowej rodziny mam zastrzeżone rozmowy po hiszpańsku. Mama chce, żeby chłopcy nie wiedzieli, że ja posiadam podstawowy poziom znajomości tego języka. Rozumiem ją.. :)
Tak czy inaczej, chyba najlepsza wieść jest taka, że nie będę w tym roku także sama :) Okazało się, że moja pierwsza propozycja-też z Ibizy, wybrała inną dziewczynę-Karinę. A host mama Kariny zna się z moją host mamą i co odkryłyśmy z Kariną, że będziemy mieszkać od siebie jakieś 700m.
We dwie będzie raźniej! :)
Dwa miesiące to bardzo długi okres czasu, ale mam nadzieję, że nie umre z tęsknoty za moim wspaniałym Flash Backiem! <3
Pozostało mi spakowanie się i w środe wyruszam... Szczecin->Berlin, Berlin-> Barcelona, Barcelona->Ibiza! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








