Dawno nic nie pisałam, bo miałam
problem z internetem. Oczywiście cały czas jest wolne połączenie...
Jeszcze 4 dni i wracam do Polski... Ale
mam nadzieję, że za rok powtórzę moją przygodę :)
Przez te kilkanaście ostatnich dni
było chyba najlepiej ze względu na to, że z Kamilą poznałyśmy
Hiszpanów na plaży. Komunikacja z Nimi jest bardzo ciekawa, bo ich
angielski jest na niskim poziomie, ale dzięki temu jest zabawnie.
Spędzamy czas w chirunguito, a raz zostałyśmy zaproszone do Nich
do mieszkania na kolacje, która była przepyszna.
Mamy zdjęcia w śmiesznych perukach,
ale dodam je później, bo pod koniec mojej podróży muszę wymienić
się zdjęciami z Kamilą :)
A jeżeli chodzi o moje urodziny, to
były bardzo udane.
Dostałam od rodziny kolczyki i
pierścionek, bardzo ładne. Na obiedzie byliśmy u babci i miałam
niespodziankę- tort :) był przepyszny-lodowy! A wieczorem z Kamilą
do 3 nad ranem siedziałyśmy w chirunguito :)
Wczoraj byłyśmy wieczorem ostatni raz
na imprezie w klubie. Wcześniej jednak dołączyłyśmy do 'mochito
fjesta' w moim domu razem z przyjaciółmi rodziny :) Było
śmiesznie. Następnie byłyśmy w 2 klubach. Tu imprezy wyglądają
zupełnie inaczej. Przynajmniej dla mnie... Jednak za dużo ludzi,
wszyscy nawzajem się popychają, dotykają, a w kolejce do toalety
czeka się 10 minut.
Wróciłyśmy o 4 do domu. Wskoczyłam
do basenu, a następnie razem z Alfredo poszliśmy na plaże :) Tylko
szkoda, że dzisiaj Juan jak zwykle z samego rana wpadł do mojego
pokoju i mnie obudził.. :)