wtorek, 17 lipca 2012

plantacja


Niedzielny wieczór nie należał do najciekawszych, bo musiałam się czymś zatruć i miałam problemy... Ale rodzina była bardzo pomocna, zaparzyła mi miętę, dała lekarstwa i szybko poczułam się lepiej :)
Poniedziałek spędziliśmy poza domem. Nie wiedziałam gdzie jedziemy, bo Marty akurat nie było w domu i tłumaczył mi to Juan, a Go czasami ciężko zrozumieć, albo nie wie jak coś powiedzieć.
Byliśmy najpierw na jednej z kilkunastu plantacji należących do rodziny.
Ricardo pokazał mi wszystko i starał się po krótce opowiedzieć, gdzie jaki owoc, w których miesiącach dojrzewa i kiedy są zbiory.
Widziałam plantacje winogron (białych i czerwonych), cytryn, pomarańczy, mandarynek i wielu innych owoców typowych dla Hiszpanii, których nie spotyka się raczej w Polsce.
Oto zdjęcia:








Następnie udaliśmy się do wielkiego centrum handlowego w Murcji, gdzie najpierw byliśmy na obiedzie, w bardzo ciekawej restauracji. Kelnerzy podchodzili do stolików z różnymi rodzajami mięsa na specjalnych kijach i odkrajali część. Było wiele rodzajów mięsa, ale mi jak zwykle najbardziej smakował kurczak.
Następnie przez 2/3h razem z Martą chodziłyśmy po sklepach. W primarku byłyśmy chyba 2 razy. A tak to sklepy z biżuterią, z zabawkami:P Galeria handlowa jak galeria handlowa :) jedyne co mi się podobało to właśnie fakt, że był primark oraz sklep disneya <3
A dziś mijają już 2 tygodnie odkąd estem w Hiszpanii. I tak stwierdzam, że wcale nie jestem jakoś bardzo opalona, bo tu są takie upały, że ucieka się od słońca. Większość czasu spędza się w cieniu albo w wodzie.


Pozdrowienia dla Bugałki :*
i całego flashbacku <3


1 komentarz: