Na poczatku przepraszam za brak polskich znakow, ale pisze z komputera Jimmiego, bo na swoim wlasnym mam problem z internetem, nie wiem dlaczego.
Podroz byla bardzo dluga, pelna przygod... Juz po wyjsciu z busa w Berlinie rozpoczyla sie ciekawa przygoda....
Zaczepil mnie czarnoskory mezczyzna, ktory byl ze swoja mama. Kobieta nie potrafila porozumiewac sie za pomoca jezyka angielskiego, wiec Muhhamed (jej syn) poprosil mnie o pomoc jego mamie podczas podrozy z Berlina do Barcelony,a pozniej pokierowanie jej z Barcelony do Sevilli. Na migi, ale sie udalo. W Barcelonie czekalam bardzo dlugo na samolot, wiekszosc czasu z kobieta. Udalo sie jednakze spotkac innego czarnoskorego,ktory potrafil komunikowac sie w jezyku kobiety i ktory takze lecial do Sevilli.. Kobieta podziekowala mi za pomoc, ja zadzwonilam do Muhhameda z ta pozytywna informacja i udalam sie w inna strefe lotniska, by oczekiwac na informacje o numerze bramki... tam poznalam ludzi, ktorzy czekali na ta sama informacje...japonka,chlopak z USA, z Rosji, czarnoskory z Gambii i wiele innych ciekawych osob.
Lot podobnie jak z Berlina byl opozniony.... w domu bylam dopiero o 1....
Isabel jest bardzo sympatyczna osoba. Jej maz, z ktorym jest rozwiedziony mieszka obok niej. Dokladnie obok... Jest takze sympatyczny. Jestem jednakze zaskoczona chlopcami, ktorzy sa chetni do zabawy,do nauki...do wszystkiego. To jest bardzo wazne.
Dzis od rana gralismy w pilke,pozniej chlapalismy sie woda z szlaufa i upal Nas tak zmeczyl,ze reszte czasu przed obiadem spedzilismy w domu grajac w memory i inne gry....
Teraz jest siesta... Po niej Isabel jedzie do pracy,a jej byly maz wraca i chlopcy beda z Nim, a ja bede miala do konca dnia czas wolny. Jeszcze nie wiem co zrobie.....
Poki co tylko 2 zdjecia, chlopcow odpoczywajacych na kanapach i ich rysunkow, ktore przygotowali dla mnie i przyczepili mi nad lozkiem


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz