środa, 17 lipca 2013
la semana...
W tym tygodniu Isabel pracuje rano, a popołudniami, tzn po 16 jest w domu i wtedy dopiero mam zajmować się chłopcami :)
Jednak i tak wstaje razem z Nimi tak około 8.30, jemy razem śniadanie, chłopcy idą do domu Archiego, ja szykuje się żeby iść na plaże.
Wczoraj udało mi się być na plaży od 10 do 13. Było bardzo przyjemnie, bo wiało na tyle, że nie musiałam wchodzić do wody żeby się ochłodzić. Po powrocie z plaży zamiotłam a następnie umyłam podłogi w całym domu.
Po 14 Archi zaprosił mnie na lunch (dzięki Bogu, że nie musiałam gotować sobie sama:D)
A po krótkiej sieście zaczełam uczyć chłopców angielskiego. Potem byliśmy na basenie, bo siostra Isabel prowadzi restauracje, która jest obok hotelu, przy którym jest właśnie ten basen, z którego możemy za darmo korzystać. Chłopcy bawili się tak naprawdę sami ze sobą, jednak co chwile chcieli bym na Nich patrzyła :)
Po basenie pograliśmy troche jeszcze w chińczyka i w uno, a następnie była kolacja po której chłopcy udali się do swoich łóżek.
Dziś podobnie, tylko że na plaży byłam krócej.
Ah, z rozmowy z Isabel dowiedziałam się, że to nie tak, że Ona żadnej z poprzednich dziewczyn nie chciała zapraszać kolejny raz (bowiem ja jestem Jej 4 au pair), ale że po prostu ponoć żadna z dziewczyn nigdy nie chce wracać i Isabel nigdy nie pytała o to.
Mam troche problem z nauką chłopców angielskiego, a mianowicie nie z tym, że nie chcą się uczyć, ale z tym, że nie mam żadnego podręcznika, ćwiczeń, które mogłyby mi pomóc jakoś te zajęcia przeprowadzić. Isabel powiedziała, że jej poprzednia au pair korzystała tylko i wyłącznie z internetu.
Ja też korzystam, ale mimo wszystko lepiej byłoby iść jakimś podręcznikiem, a nie szukać codziennie jakiś informacji z internetu, bo to troche uciążliwe.. tym bardziej, że coś internet zaczął wolno chodzić... nie mam pojęcia dlaczego.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz